czwartek, 15 grudnia 2016

Szwajcaria okiem Erasmusa - update

Erasmus w Szwajcarii to to czym byłam pochłonięta w ostatnim czasie. Czas moich studiów w Zurychu dobiega końca i nieco rzeczy się zmieniło. Postanowiłam więc zrobić tu mały update.








Ludzie w Szwajcarii

Myślę, że jest to jeden z cięższych tematów przy opisywaniu tego kraju. Pierwszą rzeczą jaką można zauważyć jest różnica między miastami, zwłaszcza Zurychem a Bazyleą. W tej drugiej mieszkają głównie farmaceuci i artyści. Dużo, dużo artystów, muzyków, co widać zwłaszcza w St. Johan, która jest nazywa dzielnicą hipsterów. Zurych natomiast słynie z biznesmenów, panów w garniturach i wielkiej różnorodności kulturowej. Widać tutaj napływ ludzi z Bałkanów, którzy w trakcie wojny zdecydowali się na emigrację. Do tego tak jak pisałam ostatnim razem – Indie, Chiny, Stany Zjednoczone i kraje sąsiedzkie – Austria, Francja, Niemcy.
Szwajcarzy, których poznałam głównie jeżdżąc stopem, albo w trakcie studiów. Z tym drugim sprawa była nieco trudniejsza, bo studenci rozmawiają ze sobą głównie po szwajcarsku. Nawet jeśli mieliśmy do zrobienia wspólnie prezentację na zajęcia po angielsku – nie kwapili się do zmiany języka. Uważają się za ludzi szczęśliwych, których brudne łapy Europy nigdy nie dosięgną (tak mówią młodzi), albo za zamkniętych, drętwych bez zdolności komunikacyjnych (tak mówią oświeceni dorośli). Nie jest to najmilszy naród z którym można dzielić ziemię. Mimo że za każdym razem gdy szłam na zakupy ktoś w sklepie pytał mnie o radę w kwestii pieczywa. Nie wiem z czego to wynika, ale nie mogłam uniknąć zakupów bez pogadanki o tym, który chleb smakuje lepiej.
Wydaje mi się, że gdyby nie moje towarzystwo z akademika, które nieco się rozrosło, niekoniecznie mogłabym znaleźć tu swoje miejsce wśród lokalsów. Zwłaszcza w Zurychu, gdzie wszyscy gonią za pieniędzmi i bogactwem.



Koszty życia w Zurychu

Tutaj uzupełnienie do ostatniego posta. W większości krajów, gdy student chciał się wybrać na Erasmusa do Szwajcarii, jego rodzice byli zobowiązani podpisać oświadczenie, że są w stanie przesyłać mu 1500 franków miesięcznie. W Polsce natomiast zapytano mnie tylko czy wiem, że Szwajcaria jest droga? Ano, yolo.
Co do wyjść do klubów – tutaj dużo się nie zmienia. Jeśli już wiesz, gdzie szukać to możesz trafić na sporo darmowych imprez. Mnie udało się znaleźć Alte Kaserne – miejsce, w którym organizowane są imprezy w stylu – Electro Swing Party, Psytrance Party – wszystko to oflagowane free entrance, ale także dobre koncerty stonerowe, które nie zniszczą drastycznie - wciąż studenckiego budżetu.
Do tego można znaleźć kilka fajnych barów, które w zestawieniu ceny do klimatu i jakości też nie zabijają. Na mapie Zurychu mam dwa takie miejsca – Mars bar, gdzie podają najlepsze lekko gazowane owocowe wino przy rytmach rocka, a także International Bar z cudowną obsługą i bogatą ofertą piw kraftowych. Uzupełnieniem International jest sklep przy ETH – Beers'n'More, gdzie z każdymi odwiedzinami czekała mnie godzinna pogadanka z obsługą i mała degustacja.

*

Mówiąc o jedzeniu warto zrobić porównanie sklepów. Coop i Migros wypadają zdecydowanie najdrożej. Później jest  Denner i znane nam Aldi oraz Lidl. Warto wspomnieć, że w tych dwóch ostatnich, mimo że wciąż drożej niż w Polsce (x2, x3) to butelkę grzanego wina można dostać za 1-2 franki. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze freeganizm – większość koszy jest kompletnie niedostępna. Jeśli dobrze zbadamy teren to możemy znaleźć prawdziwy raj. My mieliśmy taki przez 2 miesiące i połowa naszego akademika mogła żywić się darmowym sushi, tortami, pierogami i kilogramami wegetariańskich potraw. Choć mięsa też tam nie zabrakło.


Więcej informacji na ten temat można znaleźć na trashwiki.




Temperatura pokojowa

Odkąd zaczęłam odwiedzać moją szwajcarską rodzinę we Francji ta kwestia zawsze była dla mnie zagadką. Po kilku dniach u nich zawsze byłam chora. Mimo kilku pościeli z owczej wełny i kota, pod którymi chowałam się w ciągu nocy - wciąż było zimno. Myślałam, że może to kwestia domu ze starej cegły, którego zwyczajnie w sezonie wiosenno-letnim nie ma sensu grzać. Sprawa jednak zaczęła się wyjaśniać w Zurychu. Przyszła jesień, temperatura spadła do zera, a chwilami nawet poniżej, a w naszym akademiku było zimno. Standardowo szukałam wyjaśnienia, hm, mieszkam na ostatnim piętrze, mam balkon, dochodzi do mnie mniej ciepła. Okazało się jednak, że problem nie ma związku z samym ogrzewaniem jako takim, a przyzwyczajeniem Szwajcarów. To samo potwierdziło się, gdy odwiedziłam znajomych w Bazylei. Średnia temperatura w pomieszczeniach to jakieś 16 stopni. Dla ścisłości dodam, że temperatura zwana pokojową powinna wynosić 25 stopni, a idealna temperatura do pracy to od 20 wzwyż. 


MFO-Park



Pozwolenie na pracę w Szwajcarii

Jak wspominałam już nie raz, Zurych jest rajem dla osób chcących zarabiać pieniądze. Sprzątaczka tutaj zarabia około 5 tysięcy franków miesięcznie i może pozwolić sobie na własnego mercedesa. Za płacę minimalną uważa się około 20 franków na godzinę. Nic dziwnego, że większość osób emigruje tutaj właśnie z tych względów. Ważną kwestią w szukaniu pracy jest znajomość języków. Angielski na wysokim poziomie to podstawa, a do tego przydałby się jeszcze któryś z języków urzędowych. W zależności od kantonu - niemiecki, francuski, włoski. Swiss german to kolejny plus w przypadku Zurychu.
Jako studentka z Erasmusa mogę powiedzieć tyle, że automatycznie dostałam pozwolenie na pracę - L, pozwalające mi na 15 godzin pracy tygodniowo. Po rejestracji w urzędzie jako mieszkaniec Zurychu otrzymuje się coś w stylu karty Polaka, gdzie można znaleźć taką informację.



Studia na UZH

Smutno mi z tego powodu, ale wypada powiedzieć, że nastąpiło tu wielkie rozczarowanie. Oczekiwałam bardzo wysokiego poziomu nauczania patrząc na miejsce mojego uniwersytetu w rankingach. Niestety większość przedmiotów okazała się kompletnie bezużyteczna. O ile prowadzący - głównie ze Stanów Zjednoczonych czy Niemiec - prowadzili zajęcia w sposób interesujący to większość tematów, o których była mowa wydawała mi się kompletnie oczywista. Do tego stopnia, że w pewnych momentach zastanawiałam się, dlaczego rozmawiamy o tym, zamiast zająć się czymś naprawdę poważnym? Jeśli już trafił się jakiś ciekawszy temat to były to suche informacje, z którymi za dużo zrobić nie można. Owszem, studiowanie wymagało tu dużo pracy w domu. Jednak mimo wszystko czułam się bardziej jak na wakacjach, albo jak w liceum, gdy uczysz się czegoś na siłę, byleby zaliczyć. 
Muszę przy tym wspomnieć o studentach. Męska część dawno już po obowiązkowej służbie wojskowej, damska nieco mniej doświadczona. Natomiast brakowało im jednego - własnego punktu widzenia. Większość z nich żyła w swojej bańce szczęścia, niezdolna do sprzeciwienia się temu co mówi profesor, bez konkretnej opinii, wszyscy pod linijkę, według schematu. Wiem, że generalizuję, ale omawiam to na bazie grup, z którymi uczęszczałam na zajęcia przez ostatni semestr. Dla kontrastu mam grupy z trzech różnych kierunków i uczelni polskich.
Dodam jeszcze, że na jednym z kursów, podczas ostatnich zajęć miałam odczucie jakbym znalazła się w sekcie. Przez cały semestr słuchałam jednego specjalisty. Opowiadał o tym co robi w samych superlatywach. Jego teorie przedstawiające pewną instytucję w bardzo pozytywnym świetle wwiercały nam się w mózgi przez te kilka miesięcy. Na koniec stwierdził, że teraz na pewno jesteśmy gotowi, aby ją wesprzeć, promować i zostać wolontariuszami. Mogę tu zarzucić smutne, prostolinijne spojrzenie mówiące, że nauczyciel zawsze jest autorytetem i wzorem do naśladowania. W tym zero obiektywnej krytyki, egzystencja gąbki i wchłanianie informacji bez późniejszej weryfikacji. Przypomina mi się zaraz ta zabawna hipoteza o tym jak Kochanowski oszukał Polaków. To jak nasi nauczyciele oszukiwali nas w szkołach przez lata, bo Orszulka nigdy nie istniała. Stąd też ta przezorność i chęć zachowania dystansu, nawet jeśli kogoś nazywa się 'specjalistą'.


Podróżowanie stopem

W większości przypadków oczekiwania na auto wynosiło niecałą minutę, maksymalnie do dziesięciu, ale to raczej w niesprawdzonych miejscach. Poza jednym dziwnym przypadkiem, większość kierowców była miła. Co do nacji - nie ma tu zasady, zatrzymują się zarówno Szwajcarzy jak i obcokrajowcy, zwłaszcza ci, którzy przyjechali z Bałkanów. Mogę powiedzieć, że podróżowanie stopem w Szwajcarii wypada baaaaardzo dobrze i jest bezpieczne.




Podsumowanie

Muszę przyznać, że mimo wszelkich obaw jakie miałam na początku - kraj ten wspominać będę bardzo miło. Na pewno nie mogłabym zamieszkać tu na stałe, ale z pewnością wrócę w odwiedziny. 
Polecam zarówno jako miejsce turystyczne - zwłaszcza z powodu gór i jezior! Jak i miejsce, w którym można odbić się od dna, zebrać siły i pieniądze na dalsze życie.








1 komentarz: