niedziela, 24 września 2017

Epopeja o Aniołach – inny aspekt podróżowania

tatuaż słońce i księżyc, harmonia

Dawno mnie tu nie było. Teraz nawet trochę wstyd mi tu zaglądać ze względu na jakość tej strony. Mimo wszystko największą wartość widzę w słowach i z tego powodu chciałabym Was zaprosić do wysłuchania tej opowieści. Rozsiądźcie się wygodnie, owińcie kocem, wdychajcie zapach herbaty i zapuście korzenie w swojej przestrzeni. Pozwólcie się poprowadzić na te kilka minut, bo będziemy rozmawiać o rzeczach baśniowych – tych które są dookoła nas – o Aniołach.

czwartek, 15 grudnia 2016

Szwajcaria okiem Erasmusa - update

Erasmus w Szwajcarii to to czym byłam pochłonięta w ostatnim czasie. Czas moich studiów w Zurychu dobiega końca i nieco rzeczy się zmieniło. Postanowiłam więc zrobić tu mały update.








Ludzie w Szwajcarii

Myślę, że jest to jeden z cięższych tematów przy opisywaniu tego kraju. Pierwszą rzeczą jaką można zauważyć jest różnica między miastami, zwłaszcza Zurychem a Bazyleą. W tej drugiej mieszkają głównie farmaceuci i artyści. Dużo, dużo artystów, muzyków, co widać zwłaszcza w St. Johan, która jest nazywa dzielnicą hipsterów. Zurych natomiast słynie z biznesmenów, panów w garniturach i wielkiej różnorodności kulturowej. Widać tutaj napływ ludzi z Bałkanów, którzy w trakcie wojny zdecydowali się na emigrację. Do tego tak jak pisałam ostatnim razem – Indie, Chiny, Stany Zjednoczone i kraje sąsiedzkie – Austria, Francja, Niemcy.
Szwajcarzy, których poznałam głównie jeżdżąc stopem, albo w trakcie studiów. Z tym drugim sprawa była nieco trudniejsza, bo studenci rozmawiają ze sobą głównie po szwajcarsku. Nawet jeśli mieliśmy do zrobienia wspólnie prezentację na zajęcia po angielsku – nie kwapili się do zmiany języka. Uważają się za ludzi szczęśliwych, których brudne łapy Europy nigdy nie dosięgną (tak mówią młodzi), albo za zamkniętych, drętwych bez zdolności komunikacyjnych (tak mówią oświeceni dorośli). Nie jest to najmilszy naród z którym można dzielić ziemię. Mimo że za każdym razem gdy szłam na zakupy ktoś w sklepie pytał mnie o radę w kwestii pieczywa. Nie wiem z czego to wynika, ale nie mogłam uniknąć zakupów bez pogadanki o tym, który chleb smakuje lepiej.
Wydaje mi się, że gdyby nie moje towarzystwo z akademika, które nieco się rozrosło, niekoniecznie mogłabym znaleźć tu swoje miejsce wśród lokalsów. Zwłaszcza w Zurychu, gdzie wszyscy gonią za pieniędzmi i bogactwem.



Koszty życia w Zurychu

Tutaj uzupełnienie do ostatniego posta. W większości krajów, gdy student chciał się wybrać na Erasmusa do Szwajcarii, jego rodzice byli zobowiązani podpisać oświadczenie, że są w stanie przesyłać mu 1500 franków miesięcznie. W Polsce natomiast zapytano mnie tylko czy wiem, że Szwajcaria jest droga? Ano, yolo.
Co do wyjść do klubów – tutaj dużo się nie zmienia. Jeśli już wiesz, gdzie szukać to możesz trafić na sporo darmowych imprez. Mnie udało się znaleźć Alte Kaserne – miejsce, w którym organizowane są imprezy w stylu – Electro Swing Party, Psytrance Party – wszystko to oflagowane free entrance, ale także dobre koncerty stonerowe, które nie zniszczą drastycznie - wciąż studenckiego budżetu.
Do tego można znaleźć kilka fajnych barów, które w zestawieniu ceny do klimatu i jakości też nie zabijają. Na mapie Zurychu mam dwa takie miejsca – Mars bar, gdzie podają najlepsze lekko gazowane owocowe wino przy rytmach rocka, a także International Bar z cudowną obsługą i bogatą ofertą piw kraftowych. Uzupełnieniem International jest sklep przy ETH – Beers'n'More, gdzie z każdymi odwiedzinami czekała mnie godzinna pogadanka z obsługą i mała degustacja.

*

Mówiąc o jedzeniu warto zrobić porównanie sklepów. Coop i Migros wypadają zdecydowanie najdrożej. Później jest  Denner i znane nam Aldi oraz Lidl. Warto wspomnieć, że w tych dwóch ostatnich, mimo że wciąż drożej niż w Polsce (x2, x3) to butelkę grzanego wina można dostać za 1-2 franki. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze freeganizm – większość koszy jest kompletnie niedostępna. Jeśli dobrze zbadamy teren to możemy znaleźć prawdziwy raj. My mieliśmy taki przez 2 miesiące i połowa naszego akademika mogła żywić się darmowym sushi, tortami, pierogami i kilogramami wegetariańskich potraw. Choć mięsa też tam nie zabrakło.


Więcej informacji na ten temat można znaleźć na trashwiki.




Temperatura pokojowa

Odkąd zaczęłam odwiedzać moją szwajcarską rodzinę we Francji ta kwestia zawsze była dla mnie zagadką. Po kilku dniach u nich zawsze byłam chora. Mimo kilku pościeli z owczej wełny i kota, pod którymi chowałam się w ciągu nocy - wciąż było zimno. Myślałam, że może to kwestia domu ze starej cegły, którego zwyczajnie w sezonie wiosenno-letnim nie ma sensu grzać. Sprawa jednak zaczęła się wyjaśniać w Zurychu. Przyszła jesień, temperatura spadła do zera, a chwilami nawet poniżej, a w naszym akademiku było zimno. Standardowo szukałam wyjaśnienia, hm, mieszkam na ostatnim piętrze, mam balkon, dochodzi do mnie mniej ciepła. Okazało się jednak, że problem nie ma związku z samym ogrzewaniem jako takim, a przyzwyczajeniem Szwajcarów. To samo potwierdziło się, gdy odwiedziłam znajomych w Bazylei. Średnia temperatura w pomieszczeniach to jakieś 16 stopni. Dla ścisłości dodam, że temperatura zwana pokojową powinna wynosić 25 stopni, a idealna temperatura do pracy to od 20 wzwyż. 


MFO-Park



Pozwolenie na pracę w Szwajcarii

Jak wspominałam już nie raz, Zurych jest rajem dla osób chcących zarabiać pieniądze. Sprzątaczka tutaj zarabia około 5 tysięcy franków miesięcznie i może pozwolić sobie na własnego mercedesa. Za płacę minimalną uważa się około 20 franków na godzinę. Nic dziwnego, że większość osób emigruje tutaj właśnie z tych względów. Ważną kwestią w szukaniu pracy jest znajomość języków. Angielski na wysokim poziomie to podstawa, a do tego przydałby się jeszcze któryś z języków urzędowych. W zależności od kantonu - niemiecki, francuski, włoski. Swiss german to kolejny plus w przypadku Zurychu.
Jako studentka z Erasmusa mogę powiedzieć tyle, że automatycznie dostałam pozwolenie na pracę - L, pozwalające mi na 15 godzin pracy tygodniowo. Po rejestracji w urzędzie jako mieszkaniec Zurychu otrzymuje się coś w stylu karty Polaka, gdzie można znaleźć taką informację.



Studia na UZH

Smutno mi z tego powodu, ale wypada powiedzieć, że nastąpiło tu wielkie rozczarowanie. Oczekiwałam bardzo wysokiego poziomu nauczania patrząc na miejsce mojego uniwersytetu w rankingach. Niestety większość przedmiotów okazała się kompletnie bezużyteczna. O ile prowadzący - głównie ze Stanów Zjednoczonych czy Niemiec - prowadzili zajęcia w sposób interesujący to większość tematów, o których była mowa wydawała mi się kompletnie oczywista. Do tego stopnia, że w pewnych momentach zastanawiałam się, dlaczego rozmawiamy o tym, zamiast zająć się czymś naprawdę poważnym? Jeśli już trafił się jakiś ciekawszy temat to były to suche informacje, z którymi za dużo zrobić nie można. Owszem, studiowanie wymagało tu dużo pracy w domu. Jednak mimo wszystko czułam się bardziej jak na wakacjach, albo jak w liceum, gdy uczysz się czegoś na siłę, byleby zaliczyć. 
Muszę przy tym wspomnieć o studentach. Męska część dawno już po obowiązkowej służbie wojskowej, damska nieco mniej doświadczona. Natomiast brakowało im jednego - własnego punktu widzenia. Większość z nich żyła w swojej bańce szczęścia, niezdolna do sprzeciwienia się temu co mówi profesor, bez konkretnej opinii, wszyscy pod linijkę, według schematu. Wiem, że generalizuję, ale omawiam to na bazie grup, z którymi uczęszczałam na zajęcia przez ostatni semestr. Dla kontrastu mam grupy z trzech różnych kierunków i uczelni polskich.
Dodam jeszcze, że na jednym z kursów, podczas ostatnich zajęć miałam odczucie jakbym znalazła się w sekcie. Przez cały semestr słuchałam jednego specjalisty. Opowiadał o tym co robi w samych superlatywach. Jego teorie przedstawiające pewną instytucję w bardzo pozytywnym świetle wwiercały nam się w mózgi przez te kilka miesięcy. Na koniec stwierdził, że teraz na pewno jesteśmy gotowi, aby ją wesprzeć, promować i zostać wolontariuszami. Mogę tu zarzucić smutne, prostolinijne spojrzenie mówiące, że nauczyciel zawsze jest autorytetem i wzorem do naśladowania. W tym zero obiektywnej krytyki, egzystencja gąbki i wchłanianie informacji bez późniejszej weryfikacji. Przypomina mi się zaraz ta zabawna hipoteza o tym jak Kochanowski oszukał Polaków. To jak nasi nauczyciele oszukiwali nas w szkołach przez lata, bo Orszulka nigdy nie istniała. Stąd też ta przezorność i chęć zachowania dystansu, nawet jeśli kogoś nazywa się 'specjalistą'.


Podróżowanie stopem

W większości przypadków oczekiwania na auto wynosiło niecałą minutę, maksymalnie do dziesięciu, ale to raczej w niesprawdzonych miejscach. Poza jednym dziwnym przypadkiem, większość kierowców była miła. Co do nacji - nie ma tu zasady, zatrzymują się zarówno Szwajcarzy jak i obcokrajowcy, zwłaszcza ci, którzy przyjechali z Bałkanów. Mogę powiedzieć, że podróżowanie stopem w Szwajcarii wypada baaaaardzo dobrze i jest bezpieczne.




Podsumowanie

Muszę przyznać, że mimo wszelkich obaw jakie miałam na początku - kraj ten wspominać będę bardzo miło. Na pewno nie mogłabym zamieszkać tu na stałe, ale z pewnością wrócę w odwiedziny. 
Polecam zarówno jako miejsce turystyczne - zwłaszcza z powodu gór i jezior! Jak i miejsce, w którym można odbić się od dna, zebrać siły i pieniądze na dalsze życie.








sobota, 10 września 2016

Szwajcaria okiem Erasmusa


Już od kilku lat większość ludzi kojarzy mnie tylko z Francją. Niektórzy nawet podejrzewali mnie o bycie nadiafrance ( ͡° ͜ʖ ͡°). Jakoś tak się już przyjęło, że większość swojego wolnego czasu spędzałam właśnie w tym jednym kraju. Jednak w ostatnim czasie w końcu postanowiłam coś zmienić, więc stwierdziłam, że w ramach normalnego, ustabilizowanego życia warto wybrać się w inne miejsce. Korzystając z tego szalonego przywileju ukończenia pierwszego roku studiów (wow! wow! wow! pierwszy raz w mojej trzyletniej karierze) stwierdziłam, że dobrze będzie wybrać się na Erasmusa. Niestety mój kierunek sam w sobie za bardzo nie egzystuje w innych krajach. We Francji znalazłam kilka uczelni oferujących communication visuelle, ale wiązało się to bardziej z grafiką na wysokim poziomie niż tym czym ja się zajmuję. Poza tym, miałam coś zmienić. Próbowałam z Rotterdamem, ale deadline'y się nie pokrywały i mój kochany Uniwersytet Wrocławski nie dał rady podpisać z nimi umowy. Padło zupełnie przypadkowo na Szwajcarię, w której nigdy wcześniej nie byłam. Zrobiłam szybki research i okazało się, że w mojej dziedzinie mają najlepsze wyniki w Europie. Zwłaszcza w kwestii pracy po tych studiach. Moja komunikacja wizerunkowa ładnie przyjęła się tutaj jako communication design, czyli zasadniczo moja specjalność we Wrocławiu i coś na co każdy kiwa głową, a tak naprawdę nie ma pojęcia o co chodzi. Nie martwcie się, sama do dzisiaj gubię się w tłumaczeniach.

No, w każdym razie udało się. Mimo setki komentarzy przed moim wyjazdem, nawet w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej - SZWAJCARIA TO DROGI KRAJ - udało się. Od ponad tygodnia mieszkam w Zurychu. Zapytacie jak to się stało? Przecież Szwajcaria nawet nie jest w Unii Europejskiej, gdzie tam Erasmus? Ano, jest. Ze względu na program mobilności całkiem łatwo można się tu dostać. Wystarczy zdać testy językowe, przejść rozmowę kwalifikacyjną, złożyć CV i mieć w miarę dobrą średnią ocen - to ze strony polskiej. Ze strony szwajcarskiej natomiast wystarczą wszystkie takie formalności jak - ważny paszport, który często jest wymagany podczas meldunku, ubezpieczenie i pilnowanie terminów. Jako, że Szwajcaria nie jest krajem unijnym możecie pożegnać się z grantem. Jedyne co dostaniecie to bardzo ubogie stypendium rządu szwajcarskiego (420 CHF na miesiąc).


Przejdźmy jednak do konkretów i załatwiania dokumentów. Na polskich uniwersytetach w trakcie wakacji strasznie ciężko coś załatwić, bo wszyscy wyjeżdżają na długie urlopy bez załatwienia sobie zastępstwa (wiem, bo zmieniałam uczelnie kilka razy). Tutaj jest nieco inaczej, koordynatorzy bardzo sprawnie odpowiadają na maile i służą pomocą. Mój wyjazd stał pod znakiem zapytania jakieś miliard razy. Pamiętam, gdy dostałam dokumenty po niemiecku i okazało się, że mój wydział oferuje kursy tyko w języku niemieckim, którego kompletnie nie znam. Jaka była reakcja z Polski? Nic ci nie poradzę, masz trzy miesiące, więc lepiej leć do domu i zakuwaj, może we wrześniu będziesz miała to B2. MHM. TAK. Dopiero niedawno przeprogramowałam swoją głowę do niemyślenia o tym, że każdy mówiący po niemiecku chce mnie brutalnie zabić. Napisałam od razu do Szwajcarów, bo wiem, że oni też z tym niemieckim to tak różnie, że swiss german to przecież zupełnie co innego i może jakaś rada. W odpowiedzi na wiadomość dostałam zapytanie co uniwersytet może zmienić, żeby ulepszyć swój program? Plus kilka propozycji kursów w języku angielskim dostępnych normalnie tylko dla magistrów, a do tego jeszcze osobiste przyzwolenie od prowadzących na wzięcie udziału w ich zajęciach mimo, że są z zupełnie innych wydziałów. I tak nagle z komunikacji awansowałam na coś w rodzaju MISH'u tylko z większą ilością zabawy.
Jednak nie myślmy, że to wszystko jest takie proste i nasz nowy dom załatwi wszystko za nas. W celu rejestracji na przedmioty działa tutaj coś w stylu USOS'a. Nie wygląda to aż tak źle, serwery praktycznie się nie zawieszają, a jeśli już to na kilka minut. Mi udało się zapisać na wszystkie kursy, które wcześniej zaplanowałam. Dodatkowo niektóre przedmioty wymagają od nas wysłania aplikacji - CV, list motywacyjny, oceny z ostatniego roku, ankiety, portfolio itp.

 To w kwestii samego przygotowywania się do studiów. 


Gdy już jesteśmy na miejscu można zacząć się cieszyć normalnym życiem. Jednak nie oczekujmy od Szwajcarii tego co oferują nam inne kraje podczas Erasmusa. Skupmy się na dwóch kwestiach:

Ludzie.

Moją wcześniejszą opinię na temat Szwajcarów budowałam na podstawie mojej kochanej zaprzyjaźnionej rodziny, która mieszka we Francji od kilku lat. To tam pierwszy raz zetknęłam się z językiem szwajcarskim, kulturą i mentalnością, bo jak mówiłam nigdy wcześniej w Szwajcarii nie byłam.
Tutaj na miejscu wygląda to trochę inaczej. Na pewno pocieszający jest fakt, że w Zurychu bez znajomości języka niemieckiego można przeżyć. W większości miejsc dogadamy się po angielsku, a w najgorszym wypadku po francusku lub włosku. Co do pracy na miejscu - bez niemieckiego jest bardzo ciężko, chyba że mówimy o branży IT. Jeśli nie mamy miliona lat doświadczenia i świetnego angielskiego to nawet nie mamy co konkurować z osobami, który niemiecki znają. Przekonałam się już o tym po dwóch rozmowach i dniach próbnych w barach, ale nie poddaję się.
Co do mieszkań studenckich, na pewno warto wybrać akademik, bo na niego jako tako będzie nas stać, ale o cenach jeszcze za chwilę. Niestety minusem życia w akademiku jest to, że nie czeka nas tu życie jak na innych Erasmusach. Trafiłam na jeden z tańszych pokoi, ale mimo to jestem tu jedyną osobą z biedniejszego kraju, za który uchodzi w Szwajcarii Polska, nie oszukujmy się. W większości mamy tutaj obywateli Skandynawii - Danii, Szwecji i Norwegii, Azjatów, Hindusów i pojedyncze sztuki z Kanady, Belgii, Holandii i Hiszpanii. Warto przy tym wyjaśnić, że w Zurychu są dwie główne uczelnie - ETH, czyli tutejsza politechnika, zajmująca czwarte miejsce w kategorii uczelni wyższych na świecie i Uniwersytet, który plasuje się jakieś osiemdziesiąt miejsc niżej, ale mimo to wciąż ma bardzo wysoki poziom. Jeśli chcesz porozmawiać z innymi studentami to raczej licz się z tym, że jeśli nie masz wiedzy na temat biochemii czy fizyki molekularnej to wiele nie zrozumiesz. I szczerze, nie przesadzam tutaj, tylko widzę ile ta uczelnia wymaga i jak bardzo ci młodzi ludzie zatracili się w nauce porzucając normalne życie.
Z tego też względu ja prowadzę tu nieco inny tryb życia i biegam na spotkania couchsurfingu, który ma się tu całkiem nieźle. Lokalna grupa jest równie międzynarodowa co ludzie w moim akademiku, ale jednocześnie dużo bardziej otwarta na rozmowy o wszystkim. Po jednym spotkaniu zdążyłam już znaleźć sobie kumpli do wspólnej gry na bębnach na prywatnej łódce, grupę do treningów badmintona przez całą zimą, a także kilka pozytywnych dusz z Kolumbii, Francji i Japonii. Myślę, że bez nich najpewniej bym się tu zanudziła.

KOSZTY ŻYCIA.

Dobra, dobra, ludzie to ludzie, porozmawiajmy o najważniejszym. Osobiście nie wiem skąd wszyscy moi koledzy z akademika biorą pieniądze, bo wiem że dostają stypendium o tej samej wysokości (420 CHF/miesiąc), ale widzę, że ciągle biegają po klubach, gdzie za sam wstęp płaci się 20 franków, a za małe piwo kolejne 8 CHF.
Dla tego szybka rada dla polskich studentów chcących się wybrać do Szwajcarii na studia: jeśli nie macie wielkich oszczędności na koncie, dobrze płatnej pracy zdalnej, albo bogatych rodziców - lepiej wybierzcie inny kraj, albo przygotujcie się na miesiące ubogiego życia bez imprez. Chwała Bogu, że wybawiłam się już w życiu.

Każdy kto przeprowadza się do Szwajcarii i chcę tu spędzić powyżej trzech miesięcy zmuszony jest udać się do Kreisburo, czegoś w rodzaju urzędu miasta/urzędu dzielnicy. Tam pokazujemy swoje dokumenty i jeśli przyjeżdżamy tu z Europejskiego kraju na studia musimy wnieść opłatę 20 franków, natomiast jeśli uzyskaliśmy zgodę na pobyt, ale nie bierzemy udziału w projekcie kapitału mobilności opłata ta wynosi 85 franków.  Tutaj UWAGA! panie z urzędu mimo, że z dobrym angielskim czasem olewają dokumenty z uczelni i każą ci płacić więcej, więc najlepiej zachować potwierdzenie zapłaty, wrócić następnego dnia i się kłócić. 


Patrząc, że czeka nas dużo papierkowego załatwiania polecam też wyposażyć się w kartę miejską. Taka miesięczna przyjemność na pierwszą strefę kosztuje nas 60 franków miesięcznie, ale umożliwia szybki i swobodny transport po mieście, a także liczne zniżki w przypadku brania pociągów jadących w inne strefy. Dla tych, którzy podróżują pociągami istnieje także opcja kupienia karty Half-price na rok za 165 franków, która obcina nam ceny wszystkich pociągów o połowę. (Tutaj szczegóły).

Powiedzmy jeszcze o kosztach mieszkania. Jeśli planujemy tutaj studia to najłatwiej będzie nam znaleźć lokum za pośrednictwem WOKO. Wystarczy wysłać aplikację i czekać na moment, gdy nam coś przydzielą. Niestety nie istnieje możliwość odwołania się od ich decyzji i albo bierzemy pokój, który nam wylosowali, albo nie. Osobiście załapałam się na drugi w kategorii najtańszych akademików w Zurychu. Jego cena jest o jakieś 300 franków niższa niż pokoju jednoosobowego w mieszkaniu, ale mimo to miesięcznie wynosi mnie 545 franków. Zważając na to ile stypendium dostaję to te kwoty nijak mają się do siebie. Akademik na pierwszy rzut oka ładny Bauhaus, na drugi mini więzienie z kuchnią na 170 osób i mini lodówkami wielkości cegłówki zamykanymi na kluczyk. Ale nie ważne! Jest darmowa pralnia, nie ma wifi, ale jest gdzie podłączyć kabel internetowy w pokoju (kolejny wydatek 10 CHF), a ja jeszcze załapałam się na balkon. Jednak WOKO pomoże tylko studentom, więc jeśli szukamy tu zwykłego mieszkania czy pokoju to trzeba się liczyć z kwotą około 1000 CHF/msc i podwójną kaucją, bo taki tu zwyczaj. Słyszałam też, że pokoje dwuosobowe przydziela się wyłącznie uchodźcom, więc jak komuś zależy na oszczędności to może też przejrzeć takie oferty.


Przykładowe ceny:

- bułka z marketu 0.90 CHF,
- chleb/bagietka z marketu 3,20 CHF
- tabliczka czekolady średniej jakości 2-4 CHF
- mała kawa 5 CHF

- cheesburger w McDonaldzie 2,5 CHF
- bilet półgodzinny ~2,8 CHF

- pół litrowe piwo w Irish Pubie ~9 CHF
- obiad w barze ~25 CHF
- wejście do klubu w sobotę ~20-40 CHF
- adapter do kontaktu ~5 CHF
- 10 gramów legalnej marihuany 24 CHF,
- półlitrowy średniej jakości lager w puszcze ~1,5 CHF.


Ciekawostki:

- w momencie meldunku dostajemy receptę na darmowe tabletki, które należy spożyć w przypadku katastrofy nuklearnej - w okolicy Zurychu jest kilka elektrowni, a za dużo tu mądrych ludzi, aby dopuścić do drugiego Czarnobyla,
- poza dostępem do jeziora i rzeki nie ma tu więcej darmowych rzeczy. Popularne w Europie niedziele czy noce w muzeum - także są płatne,
- większość szwajcarów trzyma broń w swoim domu, a kraj gotowy jest do pełnej mobilizacji w przeciągu 72 godzin,
- Opakowania 10 gramów czystej marihuany można dostać w wielu sklepach w Zurychu. Ze względu na niskie stężenie THC jest to całkowicie legalne.


Podsumowując:

- jeśli nie masz oszczędności, pracy lub pomocy finansowej to lepiej nie wybieraj tego kraju , bo zwyczajnie będzie cię to frustrować,
- patrząc na poziom uczelni w Zurychu jeśli uda ci się zdać rok, a może jeszcze przy okazji zaliczyć jakieś praktyki to masz dużo większą możliwość znalezienia pracy gdziekolwiek na świecie,
- wybierając się na studia tutaj musisz się liczyć z tym, że będzie to wymagało od ciebie poświęcenia bardzo dużej ilości czasu na naukę - przykładowo, na jeden ze swoich przedmiotów do listopada muszę napisać książkę.


Jeśli macie jakieś pytania na temat przygotowań do Erasmusa, studiowania w Szwajcarii czy ogólnie życia tutaj to służę pomocą. Jeśli przypadkiem będziecie też w Zurychu z potrzebą noclegu to służę pomocą za dobre piwo.